Po coś tu jestem…
„Po coś tu jestem” – historia, która miała się skończyć, a dopiero się zaczęła.
Gdy miałam kilka lat, wydarzyło się coś, co mogło zakończyć moje życie. Wypadek. Walka o każdy oddech. Szpitalne korytarze, bezsenne noce mojej mamy, cichy płacz, którego nie pamiętam – ale on tam był. Ona tam była. Moja mama bohaterka, która walczyła o mnie wtedy, kiedy ja nie mogłam walczyć sama. Wielu rzeczy nie pamiętam z tamtego czasu, ale jedno wiem na pewno: mogłam nie przeżyć. Lekarze nie byli pewni. Rodzina żyła między nadzieją a rozpaczą.
Ale ja zostałam. I dziś wiem, że nie bez powodu.
Bóg chciał, żebym żyła. Po coś? Długo nie wiedziałam po co. Długo szukałam odpowiedzi na to pytanie. I choć życie nie oszczędzało mnie ani mojej rodziny, dziś czuję całym sercem: jestem tu, żeby dawać innym iskierkę. Pokazywać, że nawet gdy jest bardzo trudno – można żyć dobrze. Po swojemu. Autentycznie. Z uśmiechem. Z łzami. Ale z nadzieją.
Kto mnie zna od 38 lat, ten wie, że prawie nigdy nie opowiadałam, jak to naprawdę było w szpitalu. Nie dzieliłam się tym. Nie miałam takiej potrzeby, Nie narzekałam. Bo szpital był moim drugim domem, bo to kojarzyło mi się mimo wszystko dobrze bo miałam cudowną opiekę. To tam uczyłam się życia, cierpliwości, pokory.
Może właśnie dlatego dziś cieszą mnie małe rzeczy!
Pamiętam, jak leżąc długo w szpitalu, patrzyłam przez okno. Czasem były naprawdę ciężkie dni. Wtedy widziałam ludzi pędzących do tramwaju, kupujących coś w warzywniaku, wracających z pracy… Marzyłam o tym, żeby móc żyć tak zwyczajnie. Funkcjonować w tym „normalnym” świecie, który dla innych był codziennością a dla mnie był tylko na wyciągnięcie ręki.
Ten blog jest dla tych, którzy kochają życie i ludzi tak jak ja.
Bo ja naprawdę kocham ludzi. Kocham cudownych, dobrych ludzi, których spotykam na swojej drodze. To oni dają mi siłę. To o nich będzie ten blog. O tych, którzy pomagają, wspierają, rozumieją. Czasem w ciszy, bez rozgłosu. Czasem przez jedno spojrzenie, gest, wiadomość. Ich dobroć zasługuje na światło.
I jeszcze coś ważnego: znajdziecie tu również opowieści moich najbliższych osób ich perspektywę, wspomnienia, emocje. Bo to wszystko tworzy całość. To ich siła też mnie zbudowała.
Mój blog to nie będzie poradnik idealnego życia. Bo ono nie istnieje.
To będzie opowieść moja o mnie o mojej historii i moje przemyślenia.
To będzie miejsce dla tych, którzy:
- mają różnie w życiu:
- wierzą że mimo niepełnosprawności można założyć rodzinę
- dla opiekunów OzN którzy również chorują i nie mają jak zaopiekować swojego zdrowia, dużo z nas opiekunów choruje i często rezygnujemy z swojego leczenia na koszt opieki nad bliskimi.
- dla Babć OzN które często bardzo pomagają i wspierają nas opiekunów OzN
- dla szklanego rodzeństwa
- dla osób którzy w szpitalach nie byli jako goście, ale jako domownicy opiekunowie czy nasi podopieczni
- będziecie mogli znaleźć o czym się marzy w szpitalu i co można w nim robić ciekawego
- poznać osoby które przeszli choroby, diagnozy
- wychowują dzieci z niepełnosprawnościami,
- są w trakcie diagnozy autyzmu lub uczą się żyć z tą informacją,
- mają wyłonioną stomię i ich opiekunowie jak Sobie radzą
- dorzywiają jelitowo swoich podopiecznych
- będziecie mogli tu spotkać osoby które są dla mnie inspiracją do wielu działań które tak wiele mnie nauczyły dobrego
- będzie wiele o Opiekunach OzN które tak pięknie pomagają innym i co robią cudownego
- o problemach które napotykamy my opiekunowie OzN a przedewszystkim w małych miejscowościach
- dla tych Opiekunów OzN które cieszą się z tak małych sukcesów naszych dzieci z niepełnosprawnością a dla nas są to ogromne sukcesy.
- czują się samotni, zagubieni, zmęczeni, ale… nadal chcą próbować, potrzebują prawdziwych historii – nie lukrowanych, ale pełnych światła.
Bo światło jest. Czasem bardzo małe. Ale jest. Wiem, jak to jest nie mieć siły. Wiem, jak to jest być mamą dziecka w spektrum. Wiem, jak wygląda życie w mniejszej miejscowości, gdzie pomoc nie zawsze jest na wyciągnięcie ręki. Wiem, jak to jest być rodzicem, który nie śpi, nie odpoczywa, który nie wie, jak będzie jutro. Ale wiem też, jak cudownie jest odkryć, że nie jesteś sam. Że ktoś Cię rozumie. Że ktoś przeszedł podobną drogę – i nadal się uśmiecha.
Dlatego piszę. Bo chcę być dla Ciebie tą iskrą.
Z sercem, z doświadczeniem, bez ściemy.
Z nadzieją, że razem – choćby wirtualnie, będzie nam trochę lżej.
Zostań tu ze mną.